BERLIN, CZYLI KONIEC | magduandpeter | e-blogi.pl
magduandpeter
BERLIN, CZYLI KONIEC 2011-07-16

Udało się. Wróciliśmy. Wykonieczeni wielodniowym brakiem snu i nocą spędzoną w samolocie, ale wróciliśmy. Cali, zdrowi i zadowoleni.

W podróży spędziliśmy ostatnie 366 dni. Ze zrobionych wczoraj obliczeń wynika, że łącznie przejechaliśmy, przepłynęliśmy i przelecieliśmy około 113 000 kilometrów. To wystarczająco, aby okrążyć Ziemię wokół równika niemal trzy razy. Daje to również średnią 309 kilometrów dziennie. Trochę nas ta liczba zaskoczyła.

W ciągu tego roku odwiedziliśmy 29 krajów. Jeśli by policzyć pojedyncze stany w Stanach Zdjednoczonych i Kanadzie jako osobne państwa, dałby nam to liczbę 41. Kontynentem, na którym spędziliśmy najwięcej czasu była Azja z rekordowym wynikiem 162 dni. Krajem, któremu poświęciliśmy najwięcej czasu, również ku naszemu zaskoczeniu, okazała się być Argentyna. A pojedynczym miejscem - winiarnia w Shanonvalle.

Z Peterem pożegnaliśmy się wczoraj na dworcu. Dziwne uczucie po roku spędzania dwudziestu czterech godzin na dobę razem. Podróż postanowiliśmy zakończyć naszym ulubionym środkiem transportu, czyli pociągiem. Peter pojechał prosto na Węgry pomagać rodzinie w przygotowaniach do ślubu. Ja, zanim do niego dojadę, odwiedzę rodzinę w Polsce. Jako że odległość z Berlina do Budapesztu jest nieco większa niż z Berlina do Warszawy, Peter musiał wybrać wcześniejsze połączenie. Jego pociąg odjechał wczoraj po 18:00. Mój ruszał dziś po 9:00. Ostatnią noc spędziłam zatem sama w przydworcowym hostelu.

Zanim się rozstaliśmy, spędziliśmy razem cały dzień na oglądaniu Berlina. To miasto wygląda jak Warszawa. Nie wiem, czy tak bardzo przypominałoby mi ją, gdybym przyjechała do Niemiec prosto z Polski, ale po tak długiej nieobecności w Europie nie mogłam pozbyć się miłego wrażenia, że już wróciłam do domu.

I na tym kończy się ten najciekawszy i najbardziej męczący rok w moim życiu. W pewnym sensie nie jest to jednak koniec podróży. Za kilka tygdni będziemy z powrotem w Kolumbii, aby zacząć realizować jej drugą, poważniejszą część - sprawdzanie na własnej skórze, jak naprawdę żyje się w innej części świata. Ale to będzie już zupełnie nowa historia.


Dodaj komentarz


degustatorka1982 2013-03-06

Suche reporterskie dane... Zero emocji. Mało obrazowo i nudnie:-) A było ciekawie, czy tylko chciało się by było ciekawie? Może czasu zbrakło, ale życie to nie zaliczanie etapów, a dostrzeganie tego co ulotne. W liczbach może to widzisz?

  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]