ALASKA | magduandpeter | e-blogi.pl
magduandpeter
ALASKA 2011-07-15

Alaska to największy i jednocześnie najrzadziej zaludniony Stan w USA. Sekretarz Stanu, William H. Seward, kupił tę ziemię od Rosjan w 1867 roku za bezcen, poniżej dwóch centów za akr. Wtedy nie wiedziano jeszcze, że są tu bogate złoża ropy naftowej.

Cała dziesiejsza populacja Alaski to raptem 710 000 osób. Połowa z tego mieszka w Anchorage. W tym właśnie mieście zakończyliśmy nasz miesięczny road trip po Stanach.

W związku z Alaską mieliśmy dużo planów. Ucierpiały one jednak na powolnym, ale konsekwentnym wydłużaniu naszych postojów po drodze. Mimo to i pomimo dwóch awarii samochodu, daliśmy radę zdąrzyć na samolot, skorzystać co nieco z tego, co region ten ma do zaoferowania i wykonać główny punkt programu - sprzedać Hondę. Choć sprzedać to może wciąż za dużo powiedziane.

Problem polegał na tym, że do Anchorage trafiliśmy idealnie na weekend. Do domu Shirley, która zaoferowałam nam nocleg, dojechaliśmy w piątek wieczorem. Nasza gospodyni szykowała się właśnie do wyprzedaży garażowej. Jej mama z dnia na dzień rzuciła wszystko, wsiadła w samolot i zadzwoniła z Virginii mówiąc, że zaczyna nowe życie, w związku z czym poprosiła córkę o sprzedanie wszystkiego, co udało jej się zgromadzić w ciągu ponadsześćdziesięcioletniego życia.

Sheli na codzień pracuje w banku. W ten też sposób dowiedziała się o couch surfingu. To właśnie ona zajmuje się finansami CS. Hostem została stosunkowo niedawno. Byliśmy jej trzecimi gośćmi. Sheli jest wciąż podekscytowana pomysłem i tym, jak dobrze sprawdza się on w praktyce. O swoich postępach informuje więc na bieżąco Casey'a Fentona, założyciela i pomysłodawcę strony.

W sobotę Shiley zajęła się sprzedażą rzeczy mamy, my natomiast pojechaliśmy szukać chętnego do kupienia samochodu. Nie spodziewaliśmy się wiele. Auto wprawdzie dobre i z wieloma nowymi częściami, ale mimo wszystko kilkunastoletnie, wyraźnie powypadkowe i z około 293 120 kilometrami na liczniku. Nie mamy złudzeń, w Houston przepłaciliśmy. Nie mieliśmy innej opcji. W Anchorage też wielu opcji nie było. Znalezienie prywatnego klienta w dzień w nieznanym mieście jest niełatwe, a na ogłoszenie w sieci dostaliśmy jedną jedyną odpowiedź. Chcieliśmy odzyskać jakąś część zainwestowanych pieniędzy, pozostawał więc dealer.

W mieście było zaskakująco dużo salonów z używanymi samochodami. W sobotę ich właściciele przejawiali jako-takie zainteresowanie. Znalazł się nawet jeden potencjalny klient z ulicy, który zobaczył napis "for sale" na bocznych szybach. Licząc na nieco wyższą cenę, poumiawialiśmy się z ludźmi na kontakt następnego dnia. A następnego dnia wszyscy zainteresowani jak jeden mąż porozchodzili się po kościołach i rodzinnych obiadach. W salonach zostawili nieupoważnionych do zakupu nowych aut pracowników, nie odbierali telefonów, nawet tych prywatnych. Na kilka godzin przed odlotem musieliśmy zacząć szukać klientów od nowa.

Samochód znalazł swoje miejsce na pół godziny przed tym, kiedy musieliśmy być na lotnisku. W salonie, cóż za zaskoczenie, nie było szefa, a Gary, czyli obsługujący nas pracownik, nie mógł się do niego dodzwonić. Nie mogliśmy więc dostać pieniędzy od ręki. Podpisaliśmy zatem umowę, na mocy której salon sprzeda w naszym imieniu samochód, a my pieniądze dostaniemy w momencie, kiedy znajdzie się kupiec. Sumę ustaliliśmy z góry. Podobno nie powinniśmy czekać zbyt długo. Jeden klient pojawił się już zanim zdążyliśmy ruszyć na lotnisko.

Z tym ruszeniem nie było też zbyt łatwo. W Stanach zrobiliśmy sporo zakupów. Chodziło głównie o stój Petera na ślub siostry i nieco bardziej eleganckie ubrania do nowej pracy. Obydwoje mamy duże braki w szafach - przez ponad półtora roku nie kupiliśmy praktycznie niczego. Tak więc do bagażu doszły nam: garnitur, dwie marynarki, z siedem koszul, trzy pary butów, kilka par spodni i kupa innych drobiazgów. To ze strony Petera. U mnie było mniej, ale i tak uzbierało się około 6 kilo, które trzeba było gdzieś upchnąć. Na szczęście Gary był na tyle miły, że podrzucił nas na lotnisko. A tam czekała nas niespodzianka.


Dodaj komentarz


  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]