CALIFORNIA - SEQUOIA NATIONAL PARK I SAN FRANCISCO | magduandpeter | e-blogi.pl
magduandpeter
CALIFORNIA - SEQUOIA NATIONAL PARK I SAN FRANCISCO 2011-07-05

Pomimo że w USA nie ma przejść granicznych między stanami i ogólnie rzecz biorąc nie odczuwa się przejechania na przykład z New Mexico do Arizony, pewne różnice da się zauważyć. Od wyjechania z Teksasu stopniowo zaczęły znikać bilbordy w stylu "We need to talk - God" i kuriozalne nazwy, jak chociażby "We Will Pray Supermarket". Nasi rozmówcy coraz rzadziej chwalą się posiadaniem broni i nie narzekają już tak bardzo na Obamę. Nie ma też już tylu otyłych ludzi. California to z oczywistych względów najszczuplejszy stan w USA.

A skoro już jesteśmy przy otyłości - fakt faktem, w kraju tym jest mnóstwo rozrośniętych do niemożliwych rozmiarów ludzi. Wbrew powszechnemu przekonaniu jednak jedzenie w Stanach wcale nie jest złe. Powiedziałabym wręcz coś przeciwnego - jest bardzo dobre, jeśli tylko ma się ochotę nieco poszukać. Wszędzie można znaleźć sklepy ze zdrową żywnością, dużo produktów w większych supermarketach oznaczonych jest znakiem "organic", są restauracje oferujące zdrowe, niskokaloryczne posiłki. Problemem jest raczej to, że marnej jakości jedzenie i fast foody są bardzo powszechne i, w porównaniu z zarobkami, bardzo tanie.

Najgorsze w kwestii walki z nadwagą są bufety. W niektórych miejscach, jak na przykład w sieci Cici's Pizza, za 3-5 (w zależności od godziny i lokalu) dolarów od osoby dostaje się nieograniczoną ilość pizzy (wiele rodzajów, można poprosić o zrobienie czegoś na indywidualne życzenie), sałatki (sam dobierasz składniki i sosy), pasty i deserów. Ciężko powstrzymać się od kolejnej porcji i, z tego co wiedzieliśmy, mało osób próbuje to robić.

Kolejnym problelem jest poruszany już niejednokrotnie w mediach problem rozmiaru podawanych porcji. Różnica między małą, średnią i dużą wersją danego dania czy napoju wynosi najczęściej kilkadziesiąt centów, przy czym mała zazwyczaj jest na tyle duża, że wystarcza nam na nas dowoje. Wielu ludzi wychodzi jednak z założenia, że jeden człowiek - jedna porcja. Wielu, ale oczywiście nie wszyscy. W USA jest równie dużo ludzi dbających o zdrowie i sylwetkę, co tych otyłych. Świadczy o tym między innymi ilość istniejących siłowni i centrów sportowych, z czego i my chętnie korzystamy.

Jako że mamy samochód i możliwość, podczas tych ostatnich tygodni podróży postanowiliśmy po miesiącach nieregularnego życia, dziwnego jedzenia i braku sportu spróbować wrócić nieco do formy. Średnio co drugi-trzeci dzień jesteśmy na siłowni, za co zazwyczaj nie płacimy. Większość z tego typu miejsc nastawiona jest na stałego klienta, nieraz nie mają nawet jednorazowych wejść. Mają za to np. try-outy lub wejścia dla gości. Dobrze nam się to zgrywa z faktem, że często śpimy w samochodzie. Na noc zatrzymujemy się przy drodze na "rest areas", które są wygodne i zawsze wyposażone w normalną, czystą łazienkę oraz typowo amerykańskie fontanny z pitną wodą. Nie mają za to niestety prysznica. Z tej przyjemności, podobnie jak z sauny, jacuzzi etc., korzystamy więc na siłowniach.

Ponieważ w samochodzie mimo wszystko nie da się tak wyspać jak w normalnym łóżku, próbujemy przynajmniej co drugą-trzecią noc spać z couchsurfingiem lub w motelu. Motele są w Stanach bez wyjątku dobrej jakości i równie bez wyjątku bardzo drogie, dlatego nie możemy pozwilić sobie na nie częściej. W przypadku Californii nie mieliśmy zbytniego szczęścia z CS, z noclegami musieliśmy trochę pokombinować, stąd te częste noclegi na rest areas.

Z Los Angeles pojechaliśmy przez Santa Barbara do Sequoia National Park, miejsca, na które czekałam już od dawna. W Parku rośnie General Sherman Tree - podobno największe żyjące drzewo na świecie. Podczas kilkugodzinnego spaceru po lesie widzieliśmy wprawdzie wiele innych, które wydawały się nam co najmniej tak samo wielkie, no ale nie nam oceniać. Sequoia National Park jest niemniej przepięknym miejscem, które aż prosi się o to, żeby zostać tam chociaż na tydzień.

Z Parku pojechaliśmy w kierunku San Francisco, zatrzymując się pod drodze w kilku outletach na zakupy. Ubrania w Stanach są nieco tańsze, z czego również korzystamy. Do miasta dojechaliśmy z małym opóźnieniem, które okazało się szczęśliwe, gdyż zupełnie niechcący trafiliśmy na weekend podczas którego odbywała się jedna z największych dorocznych imprez - Gay Pride Parade. Na całe dwa dni San Francisco przybrało tęczowe kolory: ulice i wystawy sklepowe ozdobione były flagami, po centrum chodzili kolorowi, półnadzy ludzie w każdym wieku. I nikomu to jakoś nie przeszkadzało.

San Francisco to jak do tej pory moje ulubione miasto w Stanach. Jest czyste, dobrze zorganizowane i europejskie. Jedynym mankamentem była pogoda: było wietrznie i zimno. Powoli musimy się z powrotem zacząć przyzwyczajać do niższych temperatur, bo w Kanadzie i na Alasce z pewnością nie będzie lepiej.


Dodaj komentarz


  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]