ARIZONA | magduandpeter | e-blogi.pl
magduandpeter
ARIZONA 2011-06-23

Od awarii samochodu minęło już sporo czasu. Przejechaliśmy setki mil i wszystko działa jak najlepiej. Jesteśmy na dobrej drodze, żeby zdążyć na samolot z Anchorage do Nowego Yorku, który odlatuje dziesiątego lipca.

Pierwszym naszym przystankiem w Arizonie było niewielkie miasto Tucson. Tucson znane jest z Narodowego Obserwatorium Astronomicznego Kitt Peak, które, jak twierdzą jego pracownicy, pochwalić się może największym zbierem teleskopów na świecie. Obserwatorium można odwiedzić za dnia lub można wybrać się na nocny program połączony z obserwacją nieba. Zrobiliśmy to drugie.

Podobnie jak to było w przypadku odwiedzin w Centrum Kosmicznym NASA, do Obserwatorium pójść warto, pomimo że program nie zwala z nóg. Jest on skierowany tak do dzieci, jak i do dorosłych, więc stricte naukowych informacji nie ma aż tak wiele. Jest za to mnóstwo słabych amerykańskich żartów i równie amerykański bardzo długi wstęp dotyczący "safety procedures". Kluczem programu jest oglądanie księżyca, gwiazd i Saturna przez jeden z teleskopów.

W Tucson naszym gospodarzem był Brian - bardzo młodo wyglądający jak na swoje czterdzieści parę lat doktor nauk społecznych i były wykładowca uniwersytecki. Brian został wyrzucony z uczelni po tym, jak aresztowano go, gdyż w ramach politycznego protestu nagminnie medytował w jakimś miejscu publicznym. Obecnie Brian zajmuje się budowaniem społeczności bez pieniędzy i robieniem na ten temat otwartych wykładów. Jest to bardzo pozytywny człowiek i świetny host, chociaż ciężko zgodzić się z dużą częścią jego filozofii.

Na drugi przystanek w Arizonie wybraliśmy położone nieopodal Wielkiego Kanionu Flagstaff. Tu naszym hostem został Andy, zupełnie przypadkiem emerytowany astronom. Andy mieszka sam w pięknym, wielkim, drewnianym domu w samym środku lasu. Co poniedziałek jako ochotnik pracuje w miejscowym obserwatorium, gdzie odwiedzającym pokazuje nocne niebo przez swój prywatny teleskop. Tak się szczęśliwie złożyło, że trafiliśmy do niego w poniedziałek.

Obserwatorium we Flagstaff, mimo że mniejsze, pod względem oferty skierowanej do laików nie ustępuje w niczym Kitt Peak. Mnie wydało się nawet nieco sympatyczniejsze. Po zamknięciu Andy zabrał nas na piwo wraz z innymi astronomami, co oznaczało ni mniej ni więcej dwugodzinną wykłado-dyskusję na temat teorii względności.

Następnego dnia, jak zwykle niewyspani, bo podczas podróży sen to pierwsza rzecz, na której się oszczędza, pojechaliśmy pod legendarny Wieki Kanion. Trzeba przyznać, że nazwa tego miejsca jest usprawiedliwiona. Przez dziesiątki kilometrów przed Kanionem teren jest zupełnie płaski i nic nie zapowiada zmiany. Kanion pojawia się nagle i jest tak ogromny, że zaskakuje nawet ludzi, którzy widzieli go wielokrotnie za zdjęciach i filmach. Co ciekawe, powstanie długiego na 446, szerokiego na 29 i głębokiego niemal na dwa kilometry Kanionu jest wciąż przedmiotem sporu geologów. O ile sam Kanion przypomina pustynię, o tyle jego okolica porośnięta jest lasem, po którym biegają dziko żyjące zwierzęta.

Do Kanionu dobrze jest wybrać się wczesnym ranem lub późnym popołudniem, gdy światło pada pod sporym kątem. Cienie rzucane przez skały i pastelowe kolory wschodu lub zachodu słońca dodają Wielkiemu Kanionowi sporo uroku. Jeszcze lepiej przyjechać tu na kilka dni i zrobić mały treking. My, jak to już nieraz niestety bywało, musieliśmy zadowolić się jednym dniem.


Dodaj komentarz


  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]