HOUSTON I OKOLICE | magduandpeter | e-blogi.pl
magduandpeter
HOUSTON I OKOLICE 2011-06-11

Tak, kupiliśmy samochód. I tak, już się nam rozkraczył. Nasz plan dojechania nim do Alaski stoi pod małym znakiem zapytania, ale jest jeszcze nadzieja.

Obecnie jesteśmy około 450 km od Houston, gdzie spędzamy drugą nieplanowaną noc w motelu, na który nas nie stać, trzymając kciuki, żeby nasza srebrno-czarna Honda Civic, rocznik 98, która obecnie jest u libańskiego mechanika, jutro działała jak należy. Ale zacznijmy do początku.

Z Kuby wróciliśmy do Bogoty, gdzie załatwiliśmy kilka formalności typu wizyta w ambasadzie czy odwiedzenie nowego miejsca pracy Petera. Zostawiliśmy u Andiego kilka zbędnych rzeczy i po kilkudziesięciu godzinach byliśmy z powrotem na lotnisku.

Do Stanów przylecieliśmy wieczorem 31.05. Straż graniczna w Fort Lauderdale nie robiła nam żadnych problemów. Obyło się też bez pytań w stylu czy mamy zamiar brać udział w zamachach terrorystycznych, handlować narkotykami lub, w moim przypadku, prostytuować się, które to padły podczas wyrabiania wizy. Pierwszą noc w Stanach spędziliśmy na lotnisku, czekając na poranny lot do Houston.

Z lotniska w Houston odebrała nas Mary. Powodem, dla którego na początek wybraliśmy to właśnie miasto, był fakt, że to tu Peter spędził trzy z sześciu lat, jakie przemieszkał w Stanach. Peter po raz pierwszy trafił tu jako szesnastolatek w związku z programem wymiany studenckiej. Pierwszy rok spędził mieszkając kolejno u trzech rodzin biorących udział w programie: Pauli i Malcolma, Mary i Raula, Shirley i Stuarta. Wszystkie rodziny zaprosiły nas do siebie na te kilka dni, musieliśmy więc jakoś rozdzielić nasz czas. Udało nam się spotkać ze wszystkimi, z którymi chcieliśmy, obejrzeć okolicę, wybrać się na zakupy i znaleźć samochód.

Dostanie samochodu okazało się nieco bardziej skomplikowane niż byśmy tego chcieli. Ceny, których spodziewał się Peter, okazały się być dawno nieaktualne. Długo zastanawialiśmy się, co byłoby lepszym rozwiązaniem: kupno czy wynajem. Oba miały swoje pozytywne i negatywne strony. Kupienie wiąże się z papierami, przerejestrowaniem, wykupieniem ubezpieczenia etc. Poza tym, jeśli coś się stanie z samochodem po drodze, to nasze zmartwienie. No i na końcu trzeba samochód jeszcze sprzedać. Wynajem likwiduje powyższe problemy, ale nikt nie wynajmuje samochodu do przejazdu w jedną stronę z Teksasu do Alaski. Musielibyśmy dojechać do Seatle i tam kombinować, co dalej. Oznaczałoby to prawdopodobnie wynajmowanie kolejnych samochodów na krótsze dystanse lub skorzystanie z samolotu i ominięcie tym samym Kanady. Takie rozwiązanie byłoby też droższe. Ostatecznie więc samochód kupiliśmy. Najtańszy, jaki mieli w Houston.

Ktoś mógłby zapytać, czemu tak bardzo chcieliśmy poruszać się po Stanach samochodem. Odpowiedź jest prosta: bo w ogromnej części tego kraju praktycznie nie ma transportu publicznego. Wybierając autobusy musielibyśmy ograniczyć się do największych miast. Odpadł by nam też couch surfing, bo większość ludzi mieszka na obrzeżach miasta, gdzie dojechać można jedynie samochodem. Jeżdżenie stopem jest tu, powiedzmy, półlegalne i sytuacja zmienia się w zależności od prawa danego stanu. Poza tym kupienie samochodu jest najtańszym sposobem, żeby z południa dojechać na północ kraju. Dzięki temu możemy spać z CS, omijając w ten sposób konieczność płacenia ogromnych sum za noclegi, możemy robić zakupy i wozić je ze sobą, co oznacza duże oszczędności na stołowaniu się po lokalach, możemy też w razie potrzeby spać w samochodzie, co jest ogromnym ułatwieniem samym w sobie. Tak więc zdobycie samochodu było najlogiczniejszym z możliwych wyjść.

Naszą Hondę kupiliśmy w środę, po tygodniu siedzienia w Houston. Następnego dnia pożegnaliśmy się ze wszystkimi i ruszyliśmy w trasę. Pierwszy postój: Centrum Kosmiczne NASA.

Samo Centrum Kosmiczne warte jest odwiedzienia, choć specjalnego zachwytu nie budzi. Organizatorzy dbają o to, żeby nie przeciążać umysłów odwiedzających informacją. I do tego ten amerykański humor. Ale bawiliśmy się dobrze.

Jako że plany zmieniły nam się nieco w ostatniej chwili, noc przespaliśmy w motelu pod San Antonio. Pierwszą osobę z CS mieliśmy ustawioną w El Paso na następny dzień. Następnego dnia jednak nie udało nam się dojechać dalej niż na drugi kraniec miasta. Zmuszeni zostaliśmy do zatrzymania się na jeszcze jedną noc, żeby nastepnego dnia odkryć, że aby naprawić samochód, potrzeba kolejnej doby. Oznaczało to dwa kolejne dni opóźnienia w i tak napiętym nieco planie dojechania do Anchorage na Alasce, ale policzyliśmy i jeśli samochód będzie jutro działał, jeszcze damy radę. Siedzimy zatem uwięzieni w naszym za drogim motelu, bo bez auta nie mamy jak się stąd ruszyć, i czekamy na wieści od naszego libańskiego mechanika.


Dodaj komentarz


  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]